Udało się! Po sześciu latach, Saints udało się przełamać klątwę meczu otwarcia i w końcu rozpocząć sezon od zwycięstwa. A to, że przy okazji wywołali setki zawałów, i w Houston, i na stadionie.
Przebieg spotkania:
Chaos, jak przystało na otwarcie sezonu Świętych, wiele rzeczy już od samego początku nie szło po ich myśli. Bardzo dobrze rozpoczęła obrona, dwukrotnie zatrzymując Texans, lecz nie potrafiła tego wykorzystać ofensywa Saints, pierw będąc zatrzymanym tuż przed zasięgiem Wila Lutza, a za drugim oddając piłkę w red zone po niezrozumiałej decyzji Drew Breesa. Dla Texans był to idealny sygnał do ataku, którzy już w swoim następnym posiadaniu zdobyli przyłożenie. Wyraźnie im pomogło w tym pierwsze zagranie tego posiadania – bomba Deshauna Watsona do Willa Fullera na ponad 50 jardów. Źle przy tej akcji zachował się Eli Apple, który zachował w tej akcji dobre krycie. Po przyłożeniu Watsona obudzili się również Saints, ale było ich stać tylko na trzy punkty. Texans nie tracili jednak wiatru w żagle w ataku, co w połączeniu z notorycznymi błędami Saints zaprocentowało kolejnym przyłożeniem. Święci otrzymali minutę na odpowiedź, lecz zamieszanie z pierwszą próbą oraz arbitrami okradło ich ze znaczącej ilości czasu, przez co zostali zmuszeni do dalekiego kopnięcia, które Lutz spułował. Do przerwy? 14-3 Texans.
CZYTAJ WIĘCEJ