
New Orleans Pelicans nie wygrali żadnego spotkania z Los Angeles Lakers od PlayOffs 2011, a żadnego meczu w regularnym sezonie od wiosny 2010. Wraz z Anthonym Davisem przyszła wreszcie okazja na wygrywanie i Pelikany wykonały kolejny raz fantastyczną robotę zwyciężając z wciąż osłabionymi brakiem Kobego Bryanta, Los Angeles Lakers.
Nie ulega wątpliwości, że była to magiczna noc dla 20-letniego silnego skrzydłowego, który swój debiutancki sezon miał bardzo ciężki. Przez cały ubiegły rok nie potrafił złapać odpowiedniego rytmu przez przeróżne kontuzje (wstrząśnienie mózgu, kolano, kostki). Po ponad 12 miesiącach doświadczenia The Brow wzbił się na wyższy poziom grania, a jego dzisiejszy występ przez kibiców w Nowym Orleanie został doceniony nawet odgłosami „MVP”.CZYTAJ WIĘCEJ

Mecz w FedExForum bardzo przypominał początkowo starcie w Nowym Orleanie, gdy Pelikany przyjmowały u siebie Słońca z Arizony. Genialna pierwsza kwarta (33 – 18), kontynuowanie tego samego na początku drugiej ćwiartki i w końcu nieco załamanie formy (18 – 23). Pels nie popełnili jednak tego samego błędu co dzień wcześniej i na drugą połowę wyszli w pełni skoncentrowani.
Ciężko opisać taki mecz. New Orleans Pelicans po wręcz dwóch znakomitych kwartach musieli ostatecznie uznać wyższość przyjezdnych ze słonecznej Arizony. Phoenix Suns po comebacku w drugiej połowie wygrali to spotkanie 104 – 98, mimo tego, że w pewnym momencie przewaga Pelikanów wynosiła niemal 15 punktów.
New Orleans Pelicans po gładkim meczu wygrali swoje pierwsze spotkanie w historii pod nowym szyldem. Pelikany odnieśli wysokie zwycięstwo nad przyjezdnymi z Północnej Karoliny 84 – 105. Kolejne show dzisiaj w nocy dał na parkiecie Anthony Davis, który rozegrał być może najlepszy mecz w swojej karierze.
