Za nami bardzo ciekawe i jeszcze bardziej kontrowersyjne spotkanie w Teksasie. New Orleans Pelicans musieli uznać wyższość rywalom z Dallas po bardzo zaciętej końcówce. Pelikany po słabej drugiej kwarcie i stracie ponad 10 punktów dali radę wrócić jeszcze do spotkania po niesamowitej trzeciej ćwiartce obydwu ekip (łącznie aż 82 punkty!).
Po „trójce” Dariusa Millera i wykorzystanych dwóch rzutach na linii rzutów wolnych przez Mavs, Pellies mieli jeszcze szansę na doprowadzenie do remisu rzutem równo z syreną. Monty Williams nie miał do wykorzystania żadnego czasu na żądanie, więc po wcześniejszym odcięciu od piłki wszystkich pozostałych zawodników przez defensywę Mavericks, ta trafiła do Austina Riversa. Austin podszedł pod linię rzutów trzypunktowych, został złapany przez Montę Ellisa, a mecz zakończył się – bez odgwizdania faulu. To bardzo kontrowersyjna decyzja i według wielu, bardzo błędna.CZYTAJ WIĘCEJ

Dallas Mavericks z łatwością poradzili sobie w Nowym Orleanie z Pelikanami obejmując prowadzenie kilka sekund po pierwszym gwizdku i nie wypuszczając już prowadzenia z rąk przez wszystkie 48 minut. Dla zespołu z Luizjany była to już czwarta porażka z rzędu i tym samym z bilansem 15-20 wracamy(?) tam gdzie nasze miejsce od 2 lat – na pozycję numer 12 na Zachodzie.
Pelikany z Nowego Orleanu odniosły już trzecią porażkę z rzędu bez Ryana Andersona w składzie. Drużynie prowadzonej przez Monty’ego Williamsa wystarczyła jedna fatalna kwarta u siebie w New Orleans Arena, aby nie poradzić sobie z przyjezdnymi Washington Wizards.
Zatrzymani w Indianapolis przez dwa dni na lotnisku (fatalne warunki pogodowe, wichura śnieżna) i podłamani brakiem w ich szeregach świetnego przyjaciela – Ryana Andersona – Pelikany odniosły drugą porażkę z rzędu, tym razem z najlepszą drużyną ligi. New Orleans Pelicans kontrolowali mecz w pierwszej połowie – podobnie jak w starciu z Indiana Pacers – ale Żar z Miami z LeBronem Jamesem na czele totalnie zdominowali drugą połowę i wygrali blisko 20 punktami.
Pelikany z Nowego Orleanu bo bardzo solidnej pierwszej połowie w Indianapolis musiały jednak uznać wyższość swoich dzisiejszych rywali. Indiana Pacers wygrywając trzecią kwartę aż 30 – 12 zapewnili sobie już niemal kolejne zwycięstwo w sezonie. Wiele strat i słaba obrona doprowadziła do tego, że na kilka minut przed końcem spotkania przewaga wzrosła już do blisko 20 punktów, co było nie do odrobienia.
New Orleans Pelicans odnieśli drugie zwycięstwo w ostatnich ośmiu meczach wyjazdowych. Tym razem po wgranej w Sacramento Kings udało się podopiecznym Monty’ego Williamsa pokonać Boston Celtics 95 – 92. Niestety kosztem wygranej okazała się – miejmy nadzieję, że nie – ciężka kontuzja Ryana Andersona.